Kategorie
Codzienność.

Przedświąteczny czas, czyli o wigiliach słów kilka. Jak zwykle z opóźnieniem!

Uwaga! Żeby nie było. Wpis opowiada o czasie od 16, do 20 grudnia. 😉
Witajcie witajcie?
Co tam ostatnio u mnie?
Przedświąteczny czas, za pewne jak u każdego.
Opiszę Wam mój przedświąteczny tydzień lekcyjny, bo warto!
W poniedziałek zaczęliśmy godziną wychowawczą, ale łączoną z technikum, nasze reakcje na siebie zawsze są piękne – "O BOże! Znowu z Wami?". Tak tak, my też chciały byśmy zmian, choć na naszych lekcjach bywa wesoło..
Na wychowawczej mówiliśmy o miesiącach, wojnach, obyczajach świątecznych itp, na historii w zasadzie kontynuowaliśmy temat.
Potem była religia, na której mnie i Izy, tak właściwie nie było.. Zostałyśmy zwolnione przez Panią polonistkę, ponieważ miałyśmy próbę do akademii. Poszło nam fajnie, i zostałyśmy wypuszczone, więc stwierdziłyśmy, że wypadało by wrócić na religię.
Nasze poniedziałkowe religie, to w ogóle ciekawe zjawisko. Ponieważ, religii nie prowadzi ksiądz Michał, który jest nauczycielem, prowadzi ją diakon – ksiądz Łukasz.. Bardzo sympatyczny człowiek, z resztą tak samo jak ksiądz Michał.
Na czwartej lekcji mieliśmy niemiecki. Właśnie skończyliśmy podręcznik dla pierwszej klasy! Na niemieckim Pan odpytywał nas ze słówek.
Na piątej lekcji, mieliśmy zastępstwo z Panią Asią. Sympatycznie było, jak zawsze. czytałyśmy mit o jaskini, Platona.
Na szóstej lekcji zaś dziewczyny miały polski, a ja poszłam do Pani Asi, na rozmowę, bo dziewczyny, wszystkie poza mną i Wiktorią, której nie było, pisały akurat poprawę ze sprawdzianu..PO szkole, Izu podzieliła się ze mną pierniczkami własnej roboty, a ja rozkminiałam, co było na ich górze, okazało się, że to lukier. A ja, w swej naiwności myślałam że to czekolada, ale gdy spróbowałam stwierdziłam, że YYYY kwaśne! Potem poszłam do P.Małgosi – internatowej psycholog, która również jest bardzo sympatyczna. Po powrocie, zgodnie z naszym zwyczajem, odprowadziłam Izę na orientację, łącząc się z nią w bólu, i poszłam na górę.
Sporo czasu spędziłam w szóstej grupie, rozkminiając co robi Pani Iza – wychowawczyni szóstki, potem zjadłam kolację, i powróciłam do szóstki, by poczekać na Klaudie, która zawsze się wszędzie spóźnia, w tym wypadku to dość pozytywna cecha, bo bywa śmiesznie. 🙂 POmogłam dziewczynom zrobić sałatkę, i poszłam z Klaudią na próbę, do kolejnego występu, tym razem chóralnego. Zaraz się dowiecie o co chodzi. Po próbie do internatu odprowadziła nas siostra Marta, która najpierw stwierdziła, że przecież sobie poradzimy, a potem, gdy zaczęłyśmy jej śpiewać, stwierdziła, że idzie z nami do końca. 🙂
We wtorek, nie było mnie od pierwszej do piątej lekcji, ponieważ – był u nas w Laskach kardynał Nycz. najpierw była próba, a potem kardynał się zjawił..
Było sympatycznie. PO przedstawieniu kardynał powiedział kilka słów, a potem były życzenia i łamanie się opłatkiem. Bieeeeeedna Zuzia, byłam jej przewodnikiem, najpierw prowadziłam ją ze szkoły, do biura, gdzie odbywała się uroczystość.. I Zuzia cały czas próbowała mi powiedzieć, że właśnie się zgubiłyśmy, no cóż, odnalazłyśmy się, i chyba odkryłam inną drogę do biura, od jakiejś dziwnej strony, tyle że nie była bym jej w stanie powtórzyć raczej.
Mała dygresja, ostatnio wieczorami, gdy przewodnicze niektórym słabowidzącym koleżankom, odkrywam nowe drogi, ciemność mi sprzyja!
A tak wracając do życzeń, pochodziłyśmy trochę po wielkim tłumie, doszłam do wniosku, że yyyy ja nikogo nie znam, i stwierdziłyśmy, że wracamy do szkoły.. Potem miałyśmy informatykę, na której nie działo się nic, bo Pan stwierdził, że możemy mieć przedświąteczną lekcję. A potem był niemiecki, gdzie słuchałyśmy kolęd i niemieckich piosenek dla dzieci, oraz tłumaczyłyśmy ich teksty na język polski. 🙂
Po powrocie ze szkoły, po zajmowałyśmy się chwilkę niczym, a potem poszłyśmy do domu chłobców na przedstawienie.. Stwierdziłam, że nigdy więcej nie założę koturn na cały dzień. To znaczy, doprecyzowując, tych, koturn. Strasznie niewygodne są.
Po przedstawieniu zajęłyśmy się z Izą grą w Farkle, przekonane, że nie ma zajęć z szołdałna. Myliłyśmy się! w pewnym momencie do naszego pokoju weszła Pani Agata, i radośnie oznajmiła, że idziemy.
Sympatycznie było, jak zawsze.
W środę zaś, był najciekawszy szkolnie dzień.
A dla czego?
A no dla tego, że prawie nie było lekcji..
Na pierwszej lekcji mieliśmy mieć zastępstwo z Panią Asią, ale w końcu mieliśmy okienko, a Pani Asia przyszła na ostatnie pięć minut i powiedziała , że możemy sobie już iść, jeśli chcemy.
Na drugiej lekcji, ja i Iza, zostałyśmy porwane przez Pana Dyrektora na próbę, a po próbie poszłyśmy na herbatkę do socjala. Ostatnio odkryłam sympatyczny czajnik w socjalu, zorientowałam się też w tym gdzie jest herbata, cukier itp. Wiem, trochę długo mi to zajęło. Ale unikałam tego miejsca, ze względu na ilość ludzi. Do pewnych czynności potrzebuje skupienia, a ludzie mnie usilnie rozpraszają. Inna rzecz, że czasem nawet ciężko jest się tam dopchać.
Na trzeciej lekcji, mieliśmy kolejne zastępstwo z Panią Asią. na którym uczyliśmy się filozofii, było ciekawie, odpowiedziałam na wszystkie pytania, które były pod tekstem, a nawet na te, których nie było.. 😀
A po trzeciej lekcji, bezpośrednio zaczęła się akademia. Przeczytałyśmy teksty, pośpiewałyśmy kolędy, i przyszedł czas na życzenia. Najpierw chodziłam z Zuzią, a potem z Izą, a i tak znalazłyśmy mało interesujących, i chcących z nami współpracować osób. Na piątej lekcji, mieliśmy mieć zastępstwo z Panią Ewą. Ale pojawił się problem, uroczystości nadal trwały, zarówno w nauczycielskim, jak i na holu. Nie ważne, że na holu te uroczystości polegały, na wzajemnym gadaniu w małych grupkach. Dla klimatu były kolędy puszczone z głośnika.. 🙂
My z Izą, czasem Wiktorią i Zuzią, ale głównie z Izą, chodziłyśmy przez całe okienko wszędzie, gdzie się tylko dało, zaglądając do wszystkich sal, denerwując innych, i prosząc o przejście, a także płacząc ze śmiechu z naszych pomysłów, i koleżanki krzyczącej "Uwaga, moja twarz"! Do tej pory nie wiem, o co jej chodziło.. 🙂
Przed szóstą lekcją dostaliśmy prezenty, od jakiejś szkoły.. Pamiętam, że miałam dużo czekolad, dwa pendrivey, z czego jeden bardzo dziwny, nie podobny do pendrajwa i delicje.
Po lekcjach, poszłyśmy do internatu, i zaczęłyśmy się szykować na internatową wigilię, a szykowanie to, polegało głównie na siedzeniu, siedzeniu, a jakby ktoś pytał to jeszcze siedzeniu, a, no i nic nie robieniu oczywiście, żeby nie było wątpliwości. A tak poważnie, ja rozmawiałam z kilkoma sympatycznymi osobami, grałam chwilę w farkle, i szykowałam sobie sukienkę, oraz inne dodatki typu kolczyki.
Na wigilii internatowej, również było sympatycznie, najpierw były jasełka. A potem składanie życzeń i posiłek. Było mi bardzo miło, bo złożyło mi życzenia dużo osób takich, po których się tego nie spodziewałam, ale także takich, które są mi dość bliskie..
Po poczęstunku, było kolędowanie, nawet odważyłam się wyjść na środek, i w towarzystwie koleżanek i Pani Agatki, którą serdecznie pozdrawiam, bo wiem, że czyta, coś wykonać.
W czwartek na pierwszej lekcji, mieliśmy rozszerzenie z Panią Jolą, na którym robiliśmy sudoku, i próbowaliśmy z czterech różnych, dziwnych, kanciastych klocków ułożyć literkę,t..
Na drugiej lekcji, również mieliśmy zastępstwo z Panią Jolą, na którym słuchaliśmy muzyki..
Na następnych dwóch lekcjach był WF-y, na których ubłagaliśmy Pana, by iść na Szołdałna.
A potem, zostałyśmy zwolnione, ponieważ w laskach było radio złote przeboje, i grupa Prestige MJM, zjedliśmy obiad, i poszliśmy na próbę do świetlicy.
Śpiewaliśmy, a chętne osoby udzielały wywiadu, w tym ja. Mówiłam coś o świętach, i kilka słów o tym, dla czego lubię Bocellego, bo ogólnie dostaliśmy od nich bilety na jego koncert.
Dodatkowymi upominkami były także, czekoladowy medal, oraz kubek, płyta i coś jeszcze z tego co pamiętam. 🙂
Wieczorkiem, spędziłam sympatycznie czas z Izą, Wiktorią, i Agatką na wspólnych wygłupach.. 🙂
W piątek, lekcje rozpoczęliśmy religią, na której jak zawsze było sympatycznie.
Na drugiej, trzeciej i czwartej lekcji, trwała nasza wigilia klasowa.
Najpierw, dzięki uprzejmości naszego wychowawcy, zjedliśmy uszka z barszczem. 🙂 Potem, była pyszna sałatka z łososiem, moje klimaty. A potem był makowiec.
W tle leciały kolędy.. Mieliśmy także sympatyczne towarzystwo, w postaci Pana Dyrektora, Pana Marka, czyli naszego wychowawcy, a potem pani Asi i Pani Joli, ogólnie było bardzo fajnie!
Na piątej, ostatniej przedświątecznej lekcji zaś, był polski. Na którym również słuchaliśmy kolęd, oraz kończyliśmy przypowieści biblijne.
Pozdrawiam Was, i życzę miłego czytania!

Akcja robienia herbaty, czyli dokładny poradnik dla niesamodzielnych. :D